Autorytet marki

MKirszOKMargaret Kirsz, Executive Director
at Birmingham Office
.

Nie będę się mądrzyła interpretacjami definicji autorytetu, czy marki. Napiszę, co dla mnie znaczą, ile ważą te określenia.

Autorytetami dla mnie są ludzie, a markami przedmioty, ale też mogą być nimi państwa. Autorytety-marki to dla mnie niektórzy naukowcy, profesorowie, pisarze. Słucham ich i czytam w ciemno. Markowych przedmiotów i wyrobów jest wiele. Ale markowych państw – już nie. Policzmy: Szwajcaria, Niemcy, USA, Japonia, Wielka Brytania. O czymkolwiek wytworzonym w tych krajach mogę mówić, że jest markowe. Na jakość pracuje się długo.

W Polsce nie mamy produktów markowych, ani też Polska nie kojarzy się jako kraj tak postrzegany. Co gorsza, jeszcze dzisiaj określenie Polnische Wirtschaft oznacza nędzną jakość wykonania.

Świat jednak pędzi do przodu, którego celu właściwie nie widać. Dla biedniejących społeczeństw marki tracą na znaczeniu. Wartością staje się cena. Na szczęście podział na produkty masowe i elitarne będzie istniał zawsze. Ktoś będzie kupował najtańsze kajzerki, a inny chleb żytni z amarantusem.

Z drugiej strony, produkt markowy wcale nie musi być ekstremalnie drogi, jego wytworzenie może mieścić się w granicach możliwości przeciętnego konsumenta. I tutaj dostrzegam pole do promowania produktów polskich w Wielkiej Brytani i vice versa.

Powie ktoś: artykuły Made in UK to już nie ta jakość co kilkanaście lat temu. OK, ale nadal brytyjskość jest u nas ceniona, choćby przez snobizm i tęsknotę za utraconym monarchą. Królowa Elżbieta II również jest imperialną marką, choć jej blask nieco przyćmiła globalizacja.

Czy Bond jest marką? A jeśli tak, to czego? Brytyjskiej kinematografii? Szpiegowskiej skuteczności? Światowych interesów? Zapewne wszystkiego po trochu. A Rolls-Royce? Starzy Bondowie jeździli tą marką, ale Daniel Craig preferuje Aston Martina. Marka promuje markę.

W dzisiejszym świecie konsumpcyjnym można się rozepchnąć i wypromować markę. Proces to trudny, żmudny i długotrwały. Do tego celu idealnie nadają się narzędzia public relations. W Wielkiej Brytanii PR, tak jak lobbing, jest uznaną metodą skutecznej promocji, wywierania wpływu. W Polsce PR, nie mówiąc o rzecznictwie interesów, to wciąż raczkujące dziedziny. Ale rozwojowe. I nad tym na styku dwóch kultur pracuję.